Pacjent w systemie ochrony zdrowia
Strona główna » Poczekalnia » Rozmowy » Pacjent w systemie ochrony zdrowia

Pacjent w systemie ochrony zdrowia

POCZEKALNIA. Rozmowy

Karolina Wichrowska, Elżbieta Brzozowska

zdrowemiasto.pl | dodane 24-06-2013

dr n. med. Janusz Meder, onkolog, prezes Polskiej Unii Onkologii
 
Pacjenci powinni zdawać sobie sprawę z tego, co może zagwarantować im płatnik, a o co muszą zadbać sami, na co uzbierać, do czego dołożyć. Ale to państwo powinno stworzyć pacjentom możliwość skorzystania ze skuteczniejszych, ale i bardziej kosztownych terapii, nawet jeśli nie będzie ich w pełni finansować. Zapytalismy doktora Janusza Medera, Prezesa Polskiej Unii Onkologii, jak każdy pacjent może odnaleźć się w systemie ochrony zdrowia.

Co powinien zrobić lekarz, wiedząc, że nie może pacjentowi zastosować odpowiedniego leczenia ze względu na ograniczenia finansowe?

Dr Janusz Meder: To jest bardzo głęboki problem. Tu w grę wchodzą niedomagania systemowe. Niestety, Polski w wielu wypadkach nie stać na refundowanie wszystkich najnowocześniejszych terapii. Za mało pieniędzy z budżetu państwa przeznacza się na leczenie chorych na nowotwory. W tym procesie bardzo ważne jest odróżnienie leków, które mogą uratować lub przedłużyć znacząco życie, od tych które tylko przedłużają życie pacjenta o kilka tygodni czy parę miesięcy. Bo niestety, jeżeli dyrektor szpitala ma do dyspozycji pewną pulę pieniędzy to musi wybrać, kogo  za tę kwotę leczyć.

Gorzej, kiedy wiemy, że dostępne są leki, które dla chorego mogą  być skuteczne, ale ze względów finansowych nie możemy po nie sięgnąć. Takie sytuacje są dla lekarzy bardzo ciężkie. Dlatego trzeba starać się zwiększać dostęp do nowoczesnych terapii tam, gdzie ma to swoje uzasadnienie medyczne oparte o dowody naukowe.

Mimo to, jednak każdy decydent musi wprowadzić pewne granice dotyczące finansowania leków. Jego rolą jest jednak wyjaśnienie społeczeństwu swojego postępowania i zaproponowanie alternatywnego rozwiązania. Dlatego też tak bardzo wyczekujemy właściwej, szeroko zakrojonej reformy ochrony zdrowia, która będzie obejmowała między innymi współpłacenie za usługi medyczne i leki, która zbuduje rynek równoległych ubezpieczeń komplementarnych i odpowiednio zdefiniowany koszyk gwarantowanych świadczeń podstawowych, za które państwo będzie w pełni zwracać pieniądze. W tym koszyku powinna się znaleźć większość procedur onkologicznych. Ale do tego potrzeba nie tylko woli, ale i politycznej odwagi. A statystyki są niestety takie, że w naszym kraju na pacjenta onkologicznego przeznacza się w tej chwili czterokrotnie mniej środków niż średnio w Unii Europejskiej.

Jednak niezależnie od tego, jak bogate byłoby państwo są pewne granice zdroworozsądkowe, poza które nie da się wykroczyć. Dlatego powinien zostać wprowadzony system ubezpieczeń prywatnych, które obywatele opłacaliby od najmłodszych lat, a dzięki którym w przyszłości zagwarantowany mieliby dostęp do kosztownych, zaawansowanych procedur medycznych.

Wydawałoby się, że w ostatnich latach coś drgnęło? Powstało przecież sporo inicjatyw, które starają się lobbować na rzecz zwiększenia dostępności do nowoczesnych terapii.

Być może, ale ubolewam bardzo nad tym, że proces zwiększania dostępności do tych terapii jest bardzo opieszały. Gdyby był dobrze ustawiony system negocjacji cen leków z firmami farmaceutycznymi, można byłoby zagwarantować pacjentom znacznie więcej możliwości leczenia, niż mają w tej chwili. Szkoda również, że nie ma zastosowania w polskiej opiece zdrowotnej  reguła precedensu. Jeżeli w danych okolicznościach, choremu udało się otrzymać zgodę płatnika na konkretne leczenie, to inni chorzy w jego sytuacji powinni automatycznie taką zgodę uzyskać bez kolejnego powtarzania procedury. Przecież w przypadku nowotworów, upływający nieubłagalnie czas jest jednym z najgroźniejszych wrogów chorego człowieka.

Zdarzają się również sytuacje, kiedy mimo, że lek jest skuteczny, w jego charakterystyce medycznej nie ma podanych wskazań, do których chcemy go zastosować i dlatego nie możemy go pacjentowi zaproponować. A przeprowadzenie szeroko zakrojonych badań, które w sposób wystarczający dla decydenta potwierdziłyby tę skuteczność, jest z różnych względów nieopłacalne… Z tego powodu grozi nam, że już niedługo nie będzie możliwości zlecenia leczenia niestandardowego i indywidualnego podejścia do każdego pacjenta. Dlatego albo trzeba zapewnić dostęp do określonych leków, aż do czasu uregulowania tej kwestii odpowiednimi przepisami, albo natychmiast wprowadzić odpowiednie programy terapeutyczne (lekowe), do których chorzy spełniający kryteria mogliby zostać zakwalifikowani.

Z jednej strony decydenci szukają oszczędności, zmniejszając dostępność do terapii, a z drugiej marnotrawią pieniądze na absurdalne procedury, związane między innymi z koniecznością dodatkowych, kosztownych dla systemu hospitalizacji...

Płatnik, czyli NFZ postępuje nieetycznie. Kontakty ustawiane są w taki sposób, że nie widać w tym wszystkim chorego człowieka. Ta cała biurokracja do tego stopnia wypacza zawód lekarza, że w natłoku kolejnych tabelek do wypełnienia nawet niektórzy onkolodzy zaczynają traktować pacjenta jako kolejny przypadek, a nie jak konkretnego człowieka z konkretnym problemem.

A co gorsza lekarz musi jeszcze zadecydować czy dana procedura medyczna się opłaca. I tak na przykład prześwietlenie klaki piersiowej opłaca się wyłącznie, jeżeli pacjent trzy razy odwiedzi daną placówkę: pierwszy raz po skierowanie, drugi raz w celu przeprowadzenia badania, które zgodnie z procedurami nie może się odbyć w dniu wydania skierowania i trzeci raz po odbiór wyników. Podczas jednego pobytu chorego w szpitalu nie można wykonać mu wszystkich niezbędnych badań, ponieważ NFZ pokrywa na przykład tylko jedną procedurę medyczną na jeden pobyt. To jest po prostu absurd. Pacjent, zamiast jak najszybciej zabrać się za leczenie, jest targany po lekarzach i kolejnych placówkach.

Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Przecież wykonanie wszystkich potrzebnych procedur za jednym pobytem byłoby nie tylko wygodniejsze dla pacjenta, ale również bardziej opłacalne dla systemu. Ciekawe czy ci dyrektorzy placówek, którzy uciekają się do różnego rodzaju sztuczek, które podnoszą rentowność, chcieliby się znaleźć na miejscu chorych, którzy w ich przychodniach się leczą… Ja, jako lekarz zawsze siedząc przed pacjentem, zastanawiam się, jak chciałbym sam w jego sytuacji zostać przyjęty
i według takich wytycznych staram się postępować. Taka refleksja zarówno wśród lekarzy, jak i dyrektorów szpitali, a także rządzących mogłaby w dużej mierze przyczynić się do zrozumienia problemów chorującego człowieka.

Oczywiście, smutna prawda jest taka, że państwo nie może wszystkim pokryć takich terapii, jakich by sobie życzyli. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to po prostu niemożliwe i o to ciężko mieć pretensje…

Ale jeżeli chory  jest pozbawiony możliwości standardowego leczenia, to jest to karygodne. Dlatego tak ważne jest wprowadzenie dobrowolnych, komplementarnych ubezpieczeń zdrowotnych, które umożliwiałyby dostęp do ponadstandardowych terapii. Wówczas chory, który nie odkładałby pieniędzy na taką ewentualność, mógłby mieć pretensję tyko do siebie. To byłaby jego decyzja, czy chce się zabezpieczyć na przyszłość.

Dlatego też powinna być przejrzysta komunikacja ze strony państwa. Pacjent powinien zdawać sobie sprawę z tego, co może zagwarantować mu płatnik, a o co musi sam zadbać, na co uzbierać, do czego dołożyć. Ale to państwo powinno mu stworzyć możliwość skorzystania z tych skuteczniejszych, ale i bardziej kosztownych terapii, nawet jeśli nie będzie ich w pełni finansować. To jest uczciwe podejście do sprawy. Nie można udawać, że w Polsce służba zdrowia jest całkowicie bezpłatna.

Dziękujemy za rozmowę!

Karolina Wichrowska, Elżbieta Brzozowska, 24-06-2013, zdrowemiasto.pl

Poinformuj znajomych o tym artykule:

REKLAMA
hemoroidy Krakow
Leczymy urazy sportowe
hemoroidy szczelina odbytu przetoki zylaki konczyn dolnych
------------

REKLAMA
Czytaj
Czytaj
Czytaj
Czytaj
Czytaj
REKLAMA
Leczymy urazy sportowe