Psycholog. Po rozwodzie wybrałam życie w pojedynkę. Samotność
Strona główna » Seks w Zdrowym Mieście » Psycholog » Po rozwodzie wybrałam życie w pojedynkę. Samotność…

Po rozwodzie wybrałam życie w pojedynkę. Samotność

DONIESIENIA LISTONOSZA. Psycholog

Prof. Bassam Aouil, Monika Trzcińska, PPK

zdrowemiasto.pl | dodane 28-01-2010

Monika Trzcińska, psycholog
 
Bardzo potrzebuję pomocy. Mam 37 lat, jestem kobietą rozwiedzioną od 14 lat, samotnie wychowuję 16-letniego syna. Tuż po rozwodzie, chyba bardziej świadomie niż podświadomie, wybrałam życie w pojedynkę. Uznałam, że skoro świetnie radzę sobie ze wszystkimi codziennymi sprawami, to nie potrzebny mi żaden mężczyzna, tym bardziej, że mężczyźni potrafią wyłącznie być przyczyną bólu i rozterek. Mój były małżonek jest alkoholikiem. Mimo to, to właśnie on założył, w krótkim czasie od naszego rozwodu, drugą rodzinę. Ja zostałam sama. Owszem, nie broniłam się przed mężczyznami. Był czas, kiedy spotykałam się z pewnym człowiekiem, nawet zaczęliśmy mieć wspólne plany na przyszłość. Jednak w pewnym momencie to on stwierdził, że nigdy nie będzie umiał zaakceptować mojego syna. Sprawa była dla mnie oczywista - koniec związku z tym mężczyzną, szczęście mojego dziecka jest najważniejsze. Potem kilka razy zdarzyło mi się poznać mężczyzn, z którymi gdzieś "po cichu" wiązałam jakieś nadzieje na przyszłość. Okazywało się dość szybko, że dla nich to nic nie znaczące, przelotne flirty.
Tak mijały lata. Na co dzień nie przywiązywałam wagi do swojej samotności (jakoś w wirze obowiązków: pracy, studiów, wychowywania syna, nie miałam czasu na bywanie u znajomych). Najgorsze były święta - wtedy samotność dawała się we znaki. Kiedy jednak mój syn zaczął mieć coraz więcej własnych spraw, swoje towarzystwo, zrozumiałam jak bardzo jestem sama. Postanowiłam to zmienić. Przywykłam jednak do siedzenia w domu, do niebywania w towarzystwie.
Spróbowałam swego "szczęścia" na jednym z randkowych portali internetowych. Poznałam mężczyznę, z którym od samego początku świetnie się rozumieliśmy. Również sam wychowuje dziecko. Był doświadczony przez życie, a jednak silny i optymistycznie nastawiony do świata. Uwierzyłam jego obietnicom na wspólne życie. Nie kryłam przed nim tego, jak bardzo nie akceptuję samej siebie, swojego ciała. Bałam się spotkania twarzą w twarz, bo uważałam, że nie mogę podobać się mężczyznom (to tkwi we mnie od bardzo dawna). Jednak zdecydowałam się na to spotkanie. Niestety, za moim przyzwoleniem, na tym pierwszym spotkaniu doszło między nami do zbliżenia. Potem on wyjechał i nigdy więcej się nie odezwał. Moje próby kontaktu e-mailowego i telefonicznego pozostały bez echa. Po pewnym czasie napisał krótkiego maila, okłamując mnie, że miał jakieś problemy zarówno z internetem jak i z telefonem. Hm.
Na tym nasze kontakty zakończyły się. Bardzo cierpiałam z tego powodu. Czułam, że na własne życzenie się upodliłam, dopuszczając tak szybko do intymnego zbliżenia. Jednocześnie obwiniałam samą siebie - przecież nie miałam prawa stać się dla tego mężczyzny kimś wyjątkowym. Teraz zauważyłam u siebie histeryczny lęk przed spotkaniem z jakimkolwiek mężczyzną. Naturalnie, dotyczy to wyłącznie sytuacji, gdy wiem, że ten mężczyzna zaczyna patrzeć na mnie jak na kobietę. I to wcale nie musi być zupełnie obcy człowiek.
Ostatnio spotkałam się ze starym znajomym. Wszystko było dobrze dopóki w naszej rozmowie on nie zaczął dotykać mojej kobiecości. Od razu przestałam umieć z nim rozmawiać. Miałam ogromna ochotę nagle wstać od stolika i uciec przed siebie, gdzie mnie oczy poniosą... Czy to są znamiona jakiejś fobii? Czy powinnam się poddać jakiejś terapii?
Jest jeszcze coś. Ostatnio często się nad tym zastanawiałam. Mój ojciec był człowiekiem, który nigdy nie okazywał uczuć. Nigdy nie wziął mnie na kolana, nie przytulił, nie porozmawiał ze mną, jak rozmawiają rodzice ze swoimi dziećmi, nigdy nie zabrał na spacer. Pamiętam, że głównie się go bałam. Zmarł, gdy miałam 12 lat - wtedy nie czułam żalu, poczułam raczej ulgę. Do dziś zadaję sobie pytanie, czy on mnie w ogóle kochał, czy akceptował? Ale wiem, że na to pytanie nie znajdę już odpowiedzi.
Proszę, pomóżcie mi. Nie wiem co robić. Właściwie wiem - powinnam przestać marzyć o kimś, kto zostanie ze mną do starości. Ale ja tak bardzo potrzebuję bliskości drugiego człowieka, a jednocześnie nie dopuszczam do siebie myśli o tym, że mogłabym poznać kogokolwiek, spotkać się z nim (na samą myśl o tym paraliżuje mnie uczucie lęku). Co robić? Pozdrawiam, Agnieszka z Kielc


Cieszymy się, że napisała Pani do nas. Rozumiemy, że czuje się Pani bardzo samotna i pragnie to zmienić, tylko nie wie, jak to zrobić. Spróbujemy w tym Pani pomóc.
Pani Agnieszko. Z listu od Pani wnioskować można, że mamy do czynienia z pani wyuczonym brakiem pewności siebie, z niskim poczuciem własnej wartości, również atrakcyjności. Drugą istotną sprawą jest Pani stosunek do mężczyzn. Napisała Pani na początku listu, że mężczyźni potrafią wyłącznie być przyczyną bólu i rozterek. Rozumiemy to, ale warto również, aby i Pani zrozumiała, że ta opinia wiąże się ściśle z PANI doświadczeniem i z sytuacją, w której pani się znalazła w życiu.
Pierwszym ważnym mężczyzną w życiu dziecka (dziewczynki) jest jej ojciec. To on staje się "wzorcem mężczyzny". Jego cechy, jego zachowanie, sposób bycia, sposób wyrażania uczuć tworzy w dziecku obraz ojca, męża, mężczyzny. Chociaż nie zgadzamy się często z tym wizerunkiem i zarzekamy się, że osoba, z którą my spędzimy resztę swojego życia, nie będzie do niego podobna, to jednak często się mylimy, gdyż nieświadomie poszukujemy właśnie podobnej osoby. Pani wczesne doświadczenia były negatywne. Musi Pani wiedzieć, że każdy z nas w inny sposób okazuje uczucia. Są tacy, którzy nie potrafią tego robić. Są zamknięci, często wydaje im się, że okażą słabość, jeśli otworzą się przed najbliższymi i wyrażą to, co akurat czują. Bywa tak, że miłość rodzicielska okazywana jest wtedy w zupełnie inny sposób, np. poprzez pracę i zapewnienie bliskim poczucia bezpieczeństwa przez ekonomiczne, materialne dbanie o nich. Rodzice ci często nie widzą potrzeb dziecka, gdyż uparcie trzymają się swoich schematów myślowych typu: jestem dobrym ojcem, gdyż zapewniam mojej rodzinie byt, dbam o nią, mają co jeść, w co się ubrać... Taki sposób patrzenia na zaspokajanie potrzeb rodziny może mieć różne przyczyny: wychowanie, wzorzec postępowania własnego ojca, itp. Dorosłe dzieci takich rodziców, podobnie jak Pani, szukają winy w rodzicach i w sobie: np. ojciec był nieczuły, surowy, niedobry oraz ja byłam niekochana, niegłaskana, bo na to nie zasługiwałam, może byłam brzydka, niechciana, czyli może mało kobieca?
Proszę również zauważyć, Pani Agnieszko, że przyczyna zachowań pani taty mogła tkwić w jego rodzinie, może w jakichś trudnych przeżyciach, które spowodowały zamknięcie się w sobie i nieokazywanie uczuć, zainteresowania. Pani odczuła to zupełnie inaczej, jako cios w panią. Taki obraz ojca a zarazem obraz mężczyzny tkwi w Pani myśleniu. Prawdopodobnie dlatego Pani związki rozpadały się. Jeśli uważa Pani, że mężczyźni sprawiają tylko ból, to istnieje sprzeczność między pani potrzebami (bliskości, miłości, bezpieczeństwa) a myśleniem (mężczyźni wiążą się z cierpieniem). Nie pozwala Pani sobie na związek z mężczyzną, gdyż nie czuje się pani pewnie, boi się, że zostanie odrzucona. Ojciec przez nieokazywanie uczuć zasiał w Pani poczucie, że jest pani mało interesująca, nieatrakcyjna, skoro ON nie zwracał na panią uwagi. Taki sposób myślenia blokuje Panią przed spotykaniem się z mężczyznami, gdyż boi się pani, że okaże się to prawdą.
Pod pojęciem atrakcyjności kryje się wiele. Aby mogła Pani znaleźć osobę bliską, czułą, która będzie właśnie TĄ, z którą zechce pani spędzić swoje życie, musi pani odkryć własną atrakcyjność! Zapytała Pani, czy potrzebna jest terapia. Tak, jest potrzebna, aby mogła Pani odnaleźć w sobie właśnie to piękno, którego istnienia nie jest pani świadoma. To pomoże Pani spojrzeć na siebie inaczej i - pośrednio - inaczej spojrzeć również na mężczyzn, pozwoli uwolnić się od lęku i niepokoju.
Droga Pani Agnieszko! Jak najbardziej powinna Pani marzyć o kimś bliskim. Jest to również sposób na optymizm. Terapeutyczny optymizm!!! Każdy z nas potrzebuje kogoś, kto będzie dla nas wsparciem, przy kim będziemy czuć się bezpiecznie!
Jest Pani młodą 37-letnią kobietą i wiele jeszcze przed panią pięknych chwil w życiu. Życzymy Pani powodzenia i wierzymy, że znajdzie bliską osobę i pożegna się z samotnością! Proszę również w to uwierzyć i dać sobie szansę! (ba, mt, ppk) 230205

Prof. Bassam Aouil, Monika Trzcińska, PPK, 28-01-2010, zdrowemiasto.pl

Poinformuj znajomych o tym artykule:

REKLAMA
chirurg naczyniowy
hemoroidy Krakow
Leczymy urazy sportowe
hemoroidy szczelina odbytu przetoki zylaki konczyn dolnych
------------